agnieszka.owczarczak.pl

Agnieszka Owczarczak - Wiceprzewodnicząca Rady Miasta Gdańska

Maszynki, gęgacze czy tuby?
12 listopada 2010 roku

rada_miastaAktywni radni to skarb. Tylko czy zawsze ich aktywność była skierowana w dobrą stronę? O pracusiach, leniach, gęgaczach i tubach minionej kadencji rad Gdańska, Sopotu i Gdyni pisze Ryszarda Wojciechowska

„Kiedyś to były sesje. Oddać Gdynię pod opiekę Archanioła Gabriela, zbudować orła, który się wynurzy z morza, uczynić Jana Sebastiana Bacha Honorowym Organistą Gdańska czy wreszcie nie pozwolić na rozbudowę lotniska… bo kury nie będą się niosły. Takie pomysły pojawiały się we wcześniejszych kadencjach rad miasta w Trójmieście.

Niektórym żal tego kolorytu. Zwłaszcza kiedy się ma podsumować kolejną, kończącą się właśnie kadencję. Jedno jest pewne, zarówno w Gdańsku, Gdyni, jak i w Sopocie radni obradowali przez ostatnie cztery lata przy dużo niższej temperaturze emocji niż to wcześniej bywało. Niekiedy przypominali nawet maszynki do głosowania, podnosząc tylko zgodnie ręce do góry. Sprawiali wrażenie marionetek, zależnych od prezydentów miast.

Aktywni przodem…

Spróbowaliśmy się przyjrzeć temu, jak radni Gdańska, Sopotu i Gdyni w ostatniej kadencji pracowali. Kto należał do najbardziej pracowitych, a komu należał się order lenia? Kto był w grupie gęgaczy, a kto milczków? Sami radni pytani o aktywność, nie mają problemu z wymienieniem tych najlepiej pracujących. Bogdan Oleszek, przewodniczący mijającej kadencji Rady Miasta Gdańska, na pytanie o aktywność na sesjach, sprawiedliwie wymienia po trzy nazwiska z obu partii. Z klubu PO w pierwszej trójce widzi: Małgorzatę Chmiel, Jarosława Goreckiego i Macieja Krupę. A z klubu opozycyjnego, czyli z PiS, najaktywniejsza, jego zdaniem, trójka to: Kazimierz Koralewski, Paweł Jaworski i Wiesław Kamiński.

„Gęgaczy nie znamy”

Próba stworzenia rankingu tak zwanych gęgaczy spaliła na panewce. Jedynie przy nazwisku Krzysztofa Wieckiego z PiS pojawiło się hasło: etatowy zagajacz, człowiek, który na wszystkim się zna i zawsze zabiera głos. Jeden z klubowych kolegów Wieckiego przypomina ze śmiechem, że radni z klubu PO robili często zakłady – ile razy Wiecki się dzisiaj odezwie? Na pewno w kategorii zabierania głosu stał się gdańskim rekordzistą.

Zostały też anegdoty po jego wystąpieniach. Jedną z nich przypomina Oleszek.

Świętopełk zagrożony

Kiedyś pracowaliśmy nad uchwałą dotyczącą pomnika księcia pomorskiego Świętopełka. Mimo że uchwała powinna przejść jak nic, przeczuwałem, że mogą być z nią kłopoty. Zaprosiłem Artura Jabłońskiego od Kaszubów, żeby w razie czego bronił nam Świętopełka przed atakiem.

Atak nastąpił ze strony radnego Wieckiego, który podczas omawiania projektu uchwały wstał i powiedział, że Świętopełk nie był taki święty, bo zamordował Leszka Białego. – Czytałem o tym – dodał. Na co Mirosław Zdanowicz odparł: -A może CBA ci o tym doniosło? No i zaczęło się. Awantura poszła na całego. Jabłoński długo tłumaczył, że to nie było morderstwo, tylko że Leszek Biały zginął w walce.

Można mówić dużo na sesjach albo nie mówić wcale.

Milczącym dziękujemy

Maria Krzaklewska, radna z PiS, tylko bodaj raz się odezwała – przypominają sobie jej koledzy z rady. Wyrwana do odpowiedzi, powiedziała, że… oddaje głos koledze Piotrowi Gierszewskiemu. Siedząca obok niej na sesjach radna Anna Połetek (na co dzień dyrektor biura europosła Jacka Kurskiego) także nie udzielała się na sesjach. Obie już nie powtórzą milczenia, ponieważ nie znalazły się na listach wyborczych. Radny Zdzisław Kościelak będący w klubie Prawa i Sprawiedliwości stara się bronić klubowych kolegów. Jego zdaniem, to radni PiS najczęściej zabierali głos.

– W liczbie wystąpień bijemy PO na głowę – zapewnia. Jego zdaniem, problem w tej kadencji był inny. – Zostałem radnym po ośmiu latachprzerwy. Kiedy zobaczyłem program pierwszej sesji, powiedziałem żonie, że będę w domu po 21. Byłem o godzinie 16. Przekonałem się, że ta rada to maszynka do głosowania.

Nieważne co, ważne kto

Bogdan Oleszek widzi problem minionej kadencji inaczej: nad radą wisiała polityka. Wkradała się niepotrzebnie w obrady. Nieważne było, czy propozycja jest dobra dla miasta, tylko kto i z jakiej partii ją zgłosił. Wtedy konkurencja mogła gardłować nad pomysłem.

Kto pyta, nie błądzi?

Oczywiście pracowitość można mierzyć też liczbą zapytań i interpelacji, jakie składają radni. Ale jak mówi przewodniczący, niektórzy sobie nabijali licznik pisemnymi zapytaniami w stylu – dlaczego płyta chodnikowa przy danej ulicy się rusza? Innym razem były, na przykład, niedomykające się drzwi w budynku komunalnym.

– Statystyka wzrasta, ale waga tych zapytań żadna – mówi Oleszek. Jego zdaniem, wystarczyłoby wykonać samemu telefon do instytucji odpowiedzialnej za płytę czy drzwi i byłoby po sprawie. Ale nie.

Wśród tych, którzy składali najczęściej zapytania, byli m.in.: Mariusz Pankowski, Stefan Grabski, Maciej Krupa, Agnieszka Owczarczak czy Krzysztof Wiecki. A w przypadku interpelacji przodowali m.in. Małgorzata Chmiel, Mariusz Pankowski, Marek Bumblis.

w grupie tych, którzy interpelacje i zapytania rzadko składali albo prawie wcale, znaleźli się m.in.: Piotr Dzik, Mirosław Zdanowicz, Stanisław Sikora.

Rada Miasta Sopotu na tle gdańskiej rady wydaje się już być oazą spokoju, żeby nie powiedzieć nudy.

– U nas nudno? – obrusza się tymczasem Barbara GierakPilarczyk, wiceprzewodnicząca rady (PO). – Najgłośniej było, kiedy przyjechali na sesję panowie Kurski i Ziobro. Jacek Kurski niemal wyrywał radnym stołki spod siedzień, bo dla nich zabrakło. Ona i inni radni zgodnie powtarzają, że jak kogoś bardzo słychać i widać to nie znaczy, że dobrze pracuje.

Bez fermentu i jatki

W Sopocie do tych najbardziej pracowitych, zdaniem GierakPilarczyk, należy Grzegorz Wendykowski (PO). Mówi o nim: – właściwy człowiek na właściwym miejscu. Prowadzi komisję trudną, mieszkaniową, w sposób niezwykle skrupulatny, staranny. Gierak-Pilarczyk twierdzi też, że ożywczy powiew do komisji finansowej wniosła Anna Łukasiak. Podobnie Małgorzata Maj, która stoi na czele komisji zajmującej się kulturą i edukacją. To oni wykonywali w komisjach ciężką robotę u podstaw, dzięki czemu potem na sesjach nie było burz, fermentu ani słownych jatek – zapewnia wiceprzewodnicząca sopockiej rady.

Wieczesław Augustyniak -przewodniczący Rady Miasta, napytanie o najaktywniejszych, odpowiada: Anna Łukasiak (Samorządność), Barbara GierakPilarczyk (PO), Grzegorz Wendykowski (PO), Krystyna Lewandowska Grabowska (PO). Wymiguje się od podania tych najbardziej leniwych.

– Nie możemy mówić o lenistwie radnych. Zawsze ktoścoś robi, z mniejszym lub większym natężeniem- tłumaczy.

Inni radni już anonimowo przyznają, że są milczki na sesjach. Listę mogliby otwierać Andrzej Heynar (PiS) i Adam Olczyk (Samorządność). Dziennikarze żartują, że nie znają ich głosu. Barbara Gierak-Pilarczyk broni kolegów. – Pan Heynar nie zabierał często głosu, ale jak już zabrał, to sensownie.

No i najpilniejsi. We wszystkich sesjach uczestniczyli czterej radni: Lewandowska-Grabowska, Piotr Meler (PiS), Jarosław Kempa i Jerzy Hall (obaj wcześniej w klubie PO, teraz w ugrupowaniu Kocham Sopot). Najwięcej nieobecności miał Jarosław Polak (PO) – z powodu pracy, która polegała też na częstych wyjazdach służbowych. Zrezygnował więc z ponownego ubiegania się o mandat.

Opozycja w sopockiej radzie (5 na 21) była niewielka, więc tak naprawdę można ich było czapką nakryć.

Szybko i bez emocji

Najnudniej, zdaniem dziennikarzy, przebiegały obrady gdyńskiej Rady Miasta. Nie dość, że sesje były krótkie, bo dwu-, trzygodzinne, to jeszcze najczęściej w letniej temperaturze. Radni Samorządności z zaplecza prezydenta Szczurka tłumaczą, że całą pracę nad projektami uchwał wykonywano w komisjach. Więc na sesjach nie było się 0 co spierać. Nic dziwnego, że nawet dziennikarze nie widzieli wielu rajców w działaniu 1 w… gadaniu. Ranking aktywnych w Gdyni otwierają Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski i Marcin Wołek. Według dziennikarzy, aktywnym był też Marcin Horała z PiS. Zwolennicy Wojciecha Szczurka twierdzą, że aktywnoś Horały polegała głównie na krytyce prezydenckiej Samorządności. Radny Paweł Stolarczyk (PiS) jest też wymieniany w grupie aktywnych, a nawet nadaktywnych. Niektórzy uważają, że był tubą posła Zbigniewa Kozaka. I jego głosem na sesjach. Ale skuteczny na tyle, że zapadał w pamięć. Otrzymał nawet ksywkę „ostatni samuraj”. Być może wiązała się ona z tym, że radnych Prawa i Sprawiedliwości w klubie ubywało, ponieważ przechodzili do prezydenckiej Samorządności. Podczas czteroletniej kadencji transferów klubowych było kilka. Jeden z ostatnich to przejście radnych Prawa i Sprawiedliwości Andrzeja Denisa i Grzegorza Bonka do Samorządności właśnie.

Tajne przez poufne

Emocje wzbudziło także utajnione posiedzenie Komisji Kultury Rady Miasta Gdyni, podczas którego omawiano kandydatury do nagród prezydenta miasta. Wcześniej takie zamykanie się komisji nie było raczej spotykane. Swojej decyzji broniła jak lew przewodnicząca Beata Łęgowska, twierdząc, że regulamin Rady Miasta oraz zapisy wkonstytucji dopuszczają takie rozwiązanie. Tłumaczyła, że utajniła obrady, ponieważ omawiano w ich trakcie kandydatury do nagród prezydenta Gdyni z okazji Dnia Teatru. Tłumaczenie jednak było nawet niezrozumiałe dla jej klubowych kolegów, którzy zapowiadali, że oni by takiej decyzji nie podjęli.

Szortom stanowcze nie!

Pewien folklor, który odróżnił tę radę od innych, wprowadził nowy regulamin pracy dla… dziennikarzy i fotoreporterów, który miał obowiązywać na sesjach w Gdyni. Był to „prezent” od rzecznika urzędu. Zgodnie z założeniami tego regulaminu, dziennikarze mieli się stosownie ubierać i zachowywać. Inny punkt dotyczył umawiania się na wywiady z radnymi przez rzecznika. Takich zasad nie wprowadzono w innych radach miasta. Ale i w Gdyni trochę powrzało i uspokoiło się.

Pojednanie i „szacun”

W Gdyni doszło też do niecodziennego pojednania opozycji z koalicją. Radni klubu Samorządności na jednej z ostatnich sesji dziękowali opozycyjnym kolegom za współpracę. W zamian od opozycji usłyszeli pod swoim adresem słowo „szacun”. Chodziło o jednogłośne przyjęcie uchwały dotyczącej reformy pracy gdyńskich rad dzielnic, nad którymi wspólnie lokalni samorządowcy pracowali i spierali się przez parę lat. A tu, proszę, jak się chce, to można.

Pierwszy przejazd

Każdy sposób na zaistnienie w mediach jest dobry. Radny miasta Andrzej Kieszek znany jest między innymi z tego, że jako pierwszy przejechał oddanym do użytku przejazdem pod torami między Drogą Gdyńską a aleją Zwycięstwa. Przejechał własnym autem, z flagą Gdyni wystawioną na zewnątrz. Za nim dopiero ruszyły inne auta.

Mimo tych różnych kolorytów to była jednak pracowita kadencja. Nawet na ostatniej gdyńskiej sesji, zamiast pożegnań, przegłosowano ponad dwadzieścia uchwał – od nadania rondu imienia Anny Walentynowicz po podwyżkę opłat targowych i podatków gruntowych.

Żegnamy się więc z piątą kadencją we wszystkich trzech miastach.

Pozostaje tylko jeszcze jedna konstatacja – otóż mieszkańcy Gdańska, Sopotu i Gdyni, pytani o swoich radnych, mają kłopoty z wymienieniem kilku nazwisk. Może w przyszłej kadencji sytuacja się zmieni? Zawsze warto wierzyć.ę

Źródło:  12.11.2010    Polska Dziennik Bałtycki    str. 4   Trójmiasto, Ryszarda Wojciechowska



Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tej informacji - bądź pierwszy...

Dodaj komentarz

 
Platforma Obywatelska Facebook Twitter